Polećmy znowu w kosmos

POLSKA The Times   5.4.2019   Strona 4

Dariusz Śliwowski, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.

Kilka razy pisałem już o kosmosie i polskiej drodze do niego. Dotąd byłem zdania, że nasz sektor kosmiczny jest jeszcze zbyt mały i nieustabilizowany, aby przedwcześnie stawiać diagnozy na temat „polskich specjalności kosmicznych”. Dziś jednak postanowiłem się ze sobą nie zgodzić.

A już całkiem serio: pod Państwa osąd chcę poddać hipotezy i nieco je uzasadnić.
Hipotezy na temat specjalizacji w sektorze kosmicznym, wokół których może rozwijać się sektor w naszym kraju, które mają potencjał „pociągnięcia” za sobą innych produktów i projektów oraz, co jest także niezwykle istotne, są na tyle nowe z perspektywy światowej, że konkurencja jest cały czas stosunkowo niewielka. Te trzy sfery działania to: robotyka orbitalna, technologie deorbitacji i konstelacje mikrosatelitów. Każda z nich rozwija się w Polsce, portfel doświadczeń jest już zebrany, a docelowy rynek rozpoznany. Co ważne, każda z nich odpowiada na kosmiczne wyzwania jutra, a nie dnia dzisiejszego. A na czym polega wyjątkowość tych sfer?

Robotyka orbitalna stanowi odpowiedź na „prywatyzację kosmosu” i pociąga za sobą spojrzenie na wysyłanie i eksploatację satelitów przez pryzmat rachunku ekonomicznego. Okazuje się, że wyobrażalne i ekonomicznie uzasadnione stało się serwisowanie na orbicie satelitów, które z jakichś powodów takich serwisowych zabiegów potrzebują. Tankowanie, wymiana uszkodzonych lub zużytych elementów, „podholowanie” na wyższą orbitę – tak spektakularne działania prowadzone z użyciem Space Shuttle’a przed laty, dziś, a już na pewno w nieodległej przyszłości mogą być wykonywane przez roboty, manipulatory i robotyczne ramiona – częściowo pod kontrolą operatora, a w coraz częściej autonomicznie. Duży, skomplikowany satelita naukowy, telekomunikacyjny czy szpiegowski (powiedzmy „obserwacyjny”) potrafi kosztować nawet kilka miliardów złotych, czyli dziesiątki razy mniej od wysłania małego, lekkiego seryjnej produkcji robota orbitalnego, stąd rachunek ekonomiczny napraw jest oczywisty. A w Polsce jest naukowa i techniczna baza do uczestnictwa w takim biznesie. Deorbitacja jest pochodną orbitalnej robotyki. Liczba satelitów i śmieci na orbicie wciąż rośnie. Jej „sprzątanie” jest nieuniknione z powodu ekologii i bezpieczeństwa. Choć pozornie wydaje się to łatwe, w rzeczywistości jest szerokim i złożonym obszarem z zakresu kosmicznej nawigacji, precyzyjnego sterowania, robotyki i projektowania „tanich” składników, służących sprowadzaniu rzeczy z kosmosu na Ziemię. Wątków jest mnóstwo, potrzeba istnieje, zatem jest na czym robić biznes.

I na koniec konstelacje mikrosatelitów. Wręcz filozoficzna zmiana w podejściu do satelitów powstaje z połączenia ogromnego spadku cen na usługi wynoszenia satelitów, miniaturyzacji elektroniki, rozwoju algorytmów „zarządzania rojem dronów” i technologii syntezy obrazów z wielu źródeł. Dodatkowo możliwość jednoczesnego obserwowania wycinków powierzchni planety pod różnymi kątami i z różnych kierunków daje zupełnie nowe możliwości analizowania danych.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że już cztery państwa posiadają zdolności zestrzeliwania satelitów, a więc i aspekt obronny ma swój wpływ na upowszechnianie technologii rojów/konstelacji mikrosatelitów. A na koniec jakoś to wszystko trzeba zdeorbitować, czyli patrz punkt wcześniejszy.

Tak widziałbym strategiczne kierunki polskiego sektora kosmicznego. Czy takie będą? Czas pokaże. A ponieważ gazetowe łamy nie są z gumy, to o kosmicznym downstreamie za tydzień.